Skip links

Pędzel, kubek i dobra pogoda, tak się zaczyna moja przygoda!

IMG_3548
Ja i „Moje marzenie”. Z przestrzenią na Wasze marzenia.

Joga śmiechu jest bez wątpienia największym odkryciem mojego dotychczasowego życia. Coś tak prostego, że aż genialnego. Dała mi narzędzia bym zajmował się czymś o czym od zawsze marzyłem: szerzeniem miłości i radości i… prowadzeniem warsztatów. Dostałem dzięki jodze nowy i zgodny z moim sercem pomysł na siebie, nowych przyjaciół, wiele wzruszeń a nawet materialną obfitość. Lecz niedawno poczułem pewien rodzaj blokady. Zdałem sobie sprawę, że umiem to robić już naprawdę dobrze…i zaczynam wpadać w pewien rodzaj rutyny. Pewne próby zmienienia tego i owego nie przynosiły takiej świeżości jakiej potrzebowałem. Wyraziłem intencję uwolnienia dalszych pokładów mojej kreatywności i rozwiązanie od razu przyszło.
Gdy chcesz zacząć robić coś co dotąd robić w trochę inny sposób warto uruchomić inny, dodatkowy strumień kreatywności. Moja twórczość dotąd ograniczała się głównie do słowa pisanego, spisywania moich przemyśleń i doświadczeń, tworzenia wierszy i bardzo sporadycznie opowiadań. Inny dostępny dla mnie kanał to ruch i taniec, jak tylko mi czas pozwala i mam ochotę chętnie chodzę na zajęcia tańca i swobodne taneczne jam sessions mojej ulubionej formy ruchu: kontakt improwizacji. Poza tym moją główną dziedziną stało się twórcze podejście do warsztatu. Poczułem, że chcę zabrać się za śpiew, więc wybrałem się na warsztat śpiewu gdzie można było mruczeć, nucić i wyśpiewywać dźwięki nieskładające się w słowa (ale nie klaskać hahaha!). To było bardzo cenne doświadczenie, ale zdobyłem się na świadomość, że jest jeszcze inny kanał, którego kompletnie nie używam a mianowicie malarstwo.
IMG_3410
Moje pierwsze w życiu obrazy i Szymek Różycki, który wspiera mnie w procesie tworzenia.

Mam siostrę, która skończyła malarstwo na ASP i chyba jeszcze byłem w podstawówce gdy w naszym domu stanęły sztalugi. Gdy miałem może 15 lat, pełen bibelotów pokój po prababci stał się pracownią malarską siostry. Ale mimo to mnie nawet na moment nie zaświtał mi pomysł, że mógłbym coś namalować – jakoś tak sobie to w głowie ułożyłem, że to jest obszar działania siostry dla mnie zupełnie niedostępny. Ale po tym jak mi stuknęła 30-tka i zacząłem się zajmować jogą śmiechu na moich kursach liderskich zaczęły się pojawiać kobiety zajmujące się formą malowania intuicyjnego Vedic Art. Jakbym policzył ile w przeciągu ostatniego roku poznałem nauczycielek Vedic Art bo być może doliczyłbym się nawet 10. Wyraźnie wskazywało mi to, że musi to być dziedzina dużo bliższa jodze śmiechu niż cokolwiek innego (hatha joga, tango…), skoro osoby po Vedic Art tak fajnie odnajdują się w tym co ja proponuję. Czułem, że za tym kryje się podobna do jogi śmiechu jakość zabawy, radości, swobodnego improwizowania, pozwolenia sobie by być takim jakim się jest bez oceniania i wymagania od siebie perfekcji.
Także chodziło mi po umyśle, którego nie ograniczam tylko do głowy, by wybrać się na kurs Vedic Art i spróbować malarstwa. I to od razu na głęboką wodę, na płótnie i akrylowe farby. Ale jako, że większość weekendów mam zajętych swoimi zajęciami trudno mi było zgrać się terminami. I nagle marzenie moje, i być może wielu innych trenerów, by można było wybrać się na ciekawe zajęcia rozwojowe w poniedziałek o 10 rano się spełniło. Okazało się, że Basia Różycka, która skończyła pierwszą edycję kursu liderskiego jogi śmiechu, a poza tym pisze bardzo mi pasujące estetycznie i filozoficznie wiersze, proponuje możliwość sesji indywidualnych Vedic Art. I tak zaczęły się moje wypady artystyczne do Karczewa.
IMG_3547
Basia Różycka

Basia stwarza mi optymalne warunki do rozwoju twórczości malarskiej. Przyjmuje mnie w domku z tarasem, który może pełnić funkcje atelier. Zapewnia mi sztalugi, płótna, pędzle, farby – słowem, cały potrzebny sprzęt. I przedstawia inspiracje w formie myśli czasem jakby koanów zen i prostych, a jednocześnie otwierających nowe przestrzenie zasad Vedic Art. Daje mi też możliwość bym w ciszy i spokoju spotkał się z płótnem i pozwolił temu co tylko gdzieś głęboko potencjalne się zmaterializować w postaci obrazu. Także w tym miesiącu namalowałem kilka pierwszych w moim życiu obrazów i mam z tego ogromną radość i czuję jak pomału to mnie wciąga jak wcześniej taniec kontakt improwizacja i joga śmiechu. Piękne dla mnie jest widzieć, że w malowaniu tak jak w tańcu jestem taki sam jak w pisaniu wierszy, prowadzeniu zajęć, samochodu czy… życia. Niektórzy długo się zastanawiają co wybrać, jaki kolor, jak to ułożyć, poprawiają, wycofują się. Ja rozpoczynam proces twórczy od medytacji, odpowiednio się zestrajam i potem już to powstaje samo bez myślenia, wiem jaki kolor najpierw, jaki potem, jakie kształty, jaką teksturę i jestem pełen podziwu dla tej wiedzy, która się we mnie obudziła. Dziś namalowałem obraz „Moje marzenie”, na którym zostawiłem duże połacie wolnej, pomarańczowej przestrzeni na marzenia wszystkich z Was.
Powiecie może: dobrze, fajnie się bawisz, ale jak to się przekłada na jogę śmiechu? Na efekt długo nie musiałem czekać. W tę niedzielę we Wrocławiu poprowadziłem 2-godzinny warsztat wedle nowej formuły podróży do Indii i nowe ćwiczenia same do mnie przychodziły, a wszystkie elementy złożyły się w totalnie harmonijną całość. W olbrzymiej radości uczestników czułem, że Nowe już stuka do moich drzwi.
IMG_3550
Moja dzisiejsza medytacja – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…

Polecam malowanie Vedic Art z Basią Różycką – informacje tutaj.