Skip links

Nasz śmiech to pełen szamanizm!

CAM00621
Na co dzień spotykam dużo spokojnych ludzi z boską iskrą w oczach, ale rzadko aż tyle naraz! Spędziłem 4 piękne sierpniowe dni w Kikowie w Świętokrzyskim na Międzynarodowym Zgromadzeniu Kręgów. Raz do roku od kilku już lat w tym pięknym miejscu z widokiem na szeroką, bezkresną przestrzeń zjeżdżają się ludzie z całej Polski i świata by doświadczyć wspólnoty, zainspirować się, poczuć moc w sobie, a może zwyczajnie upewnić się, że nie jesteśmy sami na naszych ścieżkach. Jest dużo tańca, śpiewu, a ja z moimi przyjaciółmi kręgu bębniących mężczyzn dodaliśmy do tego jeszcze dużo pozytywnego i rytmicznego hałasu. Formuła imprezy bardzo mi odpowiada, nie ma niej alkoholu i używek, jedzenie jest wegetariańskie, a ludzie są otwarci na nowe rzeczy i wstają z rana. Organizatorzy dbają też by szerzyć ducha odpowiedzialności, braterstwa, siostrzeństwa, dzielenia się, wspierania i ten klimat wokół czuć.
Przez trzy dni codziennie o 8 rano prowadziłem sesje jogi śmiechu, a oprócz tego brałem udział w innych warsztatach i zgromadzeniach kręgowych. Często też tłumaczyłem nauczycieli z zagranicy lub tłumaczyłem wypowiedzi uczestniczek i uczestników kręgu na angielski dla gości z daleka. Przyznam, że miałem dużą radość z tłumaczenia na żywo, po prostu jestem w przepływie i wtedy uważnie odbieram wszystko co ludzie mówią i co się dzieje, a długa praktyka jogi śmiechu sprawiła, że i humor mi się wyostrzył, także mogę proponować nową usługę tłumaczenia z uzdrawiającym śmiechem.
CAM00610
Wziąłem udział w Zgromadzeniu po raz pierwszy i jestem pod dużym wrażeniem. Mieliśmy kręgi ogólnoludzkie, kobiece, męskie, a nawet był krąg dzieci, bardzo świadomych istot, które podzieliły się z nami swoim przesłaniem dla świata. Sama formuła kręgu jest mi bardzo bliska, od paru lat spotykam się regularnie co 2 tygodnie z gronem świadomych mężczyzn. Wspólnie bębnimy na djembee i każdy ma czas by podzielić się tym o ważne ostatnio w jego życiu, unikamy wygłaszania ogólnych teorii o życiu czy kobietach, płyną same nasze doświadczenia i wynikłe stąd przeczucia, wglądy. To co mówimy na kręgu zostaje między nami, co ułatwia bardzo szczerą komunikację z serca. Nie ma rywalizacji, popisywania się, uczymy się od siebie nawzajem. Jesteśmy wspaniałą oddolną inicjatywą bez jednego prowadzącego, wszyscy bierzemy odpowiedzialność za krąg. Spotkania nasze budują duże poczucie wspólnoty i bardzo często się okazuje, że łączą nas niespodziewanie wspólne doświadczenia.
Przyznam, że nasz krąg dał mi bardzo dużo jako mężczyźnie, przebywam na co dzień głównie wśród kobiet, mieszkam z żoną, z najbliższej rodziny została mi mama i siostra, na moich warsztatach niemal zawsze większością są kobiety… I uwielbiam płeć piękną i dobrze czuje się wśród nich, ale poczułem w pewnym momencie, że potrzebuję pobyć w życiodajnej męskiej energii, zrozumieć co nas różni od kobiet by potem móc się spotkać z nimi w większej prawdzie i świadomości. Poznać co czarne, a co białe w świecie, gdzie wszystkie różnice się zacierają by mieć potem integrację w ramach jin-jang a nie rozmytą szarość. Długo bardzo tęskniłem za tym by poznać jakiegoś mądrego mężczyznę który byłby moi przewodnikiem przez życie i nie znajdywałem. Aż okazało się, że mam przewodnika w sobie i w kręgu, zbiorowej mądrości moich braci. Kończąc temat, powiem tyle, ostatnio przyprowadziłem na nasz krąg nowo-poznanego znajomego, trzydziestoparolatka, który stwierdził że nigdy nie rozmawiał tak szczerze i głęboko ze swoimi przyjaciółmi jak z nami przez ten jeden wieczór.
CAM00644
Jechałem na Zgromadzenie w Kikowie z lekką obawą jak zostanie przyjęta joga śmiechu, wiedziałem już, że na festiwalach jogi bywa hitem dnia, ale kiedyś na przykład próbowałem zorganizować mój warsztat w klubie tango i tam nie było zainteresowania. Z mojego kręgu męskiego mniej więcej połowa przyjaciół pojawiła się przez ostatnie dwa lata na jodze śmiechu, ale połowa jeszcze tam nigdy nie zajrzała i nawet przestałem ich namawiać, szanując że albo jeszcze nie są na to gotowi albo kroczą trochę inną ścieżką niż ja i nie potrzebują tego. Miałem tak uzasadnione jak i ograniczające mnie przekonanie, że na kręgu będzie dużo ludzi zainteresowanych przeżywaniem swoich emocji, wymoszczeniem się w swoim smutku czy w pancerzu swojej delikatności, będą szukać współodczuwania, ciepła, ale trudno im będzie odważyć na coś tak lekkiego jak i transformującego jak joga śmiechu. Ale czekała mnie miła niespodzianka, mimo iż tańczyliśmy nieraz do północy to przed 8 rano codziennie czekała na mnie już spora gromada świeżych śmiechaczy, a nasz śmiech budził najbardziej twardo śpiących łącznie z gospodarzami tego pięknego miejsca.
Ostatniego dnia Zgromadzenia spotkało mnie coś magicznego. Okazało się, że David, starszy zgromadzenia, szaman, który przyjechał z Ameryki wtajemniczony w bardzo zaawansowane praktyki Indian Czarnej Stopy, przyszedł na moje zajęcia i cudownie się śmiał z nami. I po sesji podziękował mi i powiedział mi, że to co robię to jest nowoczesna forma szamanizmu bez niepotrzebnych opakowań. Bo szamanizm, zaznaczył, nie polega na przebieraniu się za Indian, przywoływaniu duchów czy częstym zażywaniu zmieniających świadomość roślin. Dobry szaman potrafi pomóc ludziom zmienić stan świadomości, wyprowadzić ich z niesłużącej ich energii w stronę nowej, lepszej. Okazało się też, że wśród Czarnych Stóp jest powiedzenie, że życie bez radości nie jest warte życia. I powiedział mi, że joga śmiechu to prosta i genialna formuła i po powrocie do Stanów poszuka klubu śmiechu. Ale naprawdę się ucieszyłem, dziękuję Ci David!
Mam zapamiętane jeszcze takie obrazy ze Zgromadzenia, którymi chcę się z Wami podzielić. Renata, jedna z uczestniczek, przedstawiając się zaśpiewała fado dosłownie przez pół minuty, mnie poleciały łzy. Sam nie wiem jak to się zadziało, po prostu obserwowałem i podziwiałem. Inna piękna dusza szalała w tańcu do północy, potem zaczęła płakać, krzyczeć, uruchomił się proces, inne kobiety pomagały jej wrócić do siebie. O 5 rano widziałem ją medytującą w nieporuszonym spokoju. Jestem pod wrażeniem cudowności wielu ludzi, których spotkałem na Zgromadzeniu czy też jak to mawia prowadząca Zgromadzenie, nasza wspaniała Suzanna, „boskich luster”, ale chyba najdłużej zapamiętam opowieści bajarki Magdy Polkowskiej. Jak słyszę głos tej kobiety od razu przenoszę się do innego świata, nie musi nawet opowiadać historii, wystarczy, że zabierze głos czy tłumaczy kogoś z gości. Magda ma małą córeczkę, którą nosi stale przy sobie w chuście i czuć że razem są w tych opowieściach, są tymi opowieściami i sobą nawzajem, tak pięknie drobna duszyczka współpracuje z mamą. Mała Nima jest po ojcu z dalekich stepów wschodów i ma w sobie ten spokój ludzi pochodzących z ziem nie tak daleko od Tybetu. Dziękuję Wam za zaproszenie i cudowny czas, niech nasz Krąg będzie otwarty ale nie rozdarty!
CAM00619
O samym Zgromadzeniu możesz poczytać tutaj, a także skontaktować się z organizatorami, którzy potrzebują wsparcia aby w przyszłym roku odbyło się kolejne Zgromadzenie. I wielkie dzięki dla Tomka Kawki za zdjęcia.