Skip links

Prosta historia o mocy naszego umysłu

To będzie prosta historia o mocy naszego umysłu, a może całej naszej naszej istoty. I prostym zachwycie naszą codziennością, który sprawia, że naturalnie stajemy się zakochani w swoim Życiu. Tym razem ze szczyptą motoryzacji. OK, startujemy?
Odwiedzam moją mamę, której akurat popsuł się samochód. Auto, które bardzo lubi i które służy jej od lat jest już, jak my jej dzieci, dawno pełnoletnie. Ja nim sporadycznie jeżdżąc miewałem obawę, że drążek do zmiany biegów zostanie mi w ręce. Mama się boi wyjechać autem dalej za miasto „bo co jak zgaśnie”.
Prosta sprawa: mama potrzebuje nowego auta!
No tak, ale nie chce nawet tej myśli dopuścić do siebie, przekonana, że ją na to nie stać. I to są te momenty, kiedy w bajkach wzywa się superbohaterów, którzy zaraz znajdują rozwiązanie. A jako, że i ja się naoglądałem z córkami „Psiego Patrolu” czy „Superwings”, gdzie w mgnieniu oka w dowolne miejsce świata spieszą z pomocą gadające samoloty, no to wiesz co dalej. Zresztą tak między nami niejeden cud w swoim pięknym Życiu widziałem, więc zaczynam działać.
Poznałem sposób na to by zacząć jeździć w miarę nowym autem nawet gdy mamy bardzo skromne budżety. Zamiast kupić starego grata, który kosztami napraw da nam ostro popalić, możemy nabyć coś lepszego na raty czy w ramach leasingu. Wymaga to tylko odrobiny odwagi i wiary w siebie, swój potencjał i swoje dochody. Na dodatek można przejąć leasing kogoś, kto będzie wdzięczny za to, że go po prostu wybawisz ze zobowiązania do comiesięcznych rat. Bo mu się powiększyła rodzina, bo zmieniły się zarobki i chce inne auto lub wręcz przeciwnie się pogorszyły lub ogólnie zmienił styl życia, wszedł w pełen online z domu i nie potrzebuje już auta. Wielu nawet nie chce odstępnego czyli rekompensaty za raty, które już wpłacili! Jak wbijesz “cesję leasingu” do wyszukiwarki znajdziesz nawet ludzi gotowych oddać w dobre ręce swoje Jaguary czy Lexusy, a może nawet i Teslę. No fakt, trzeba wtedy płacić po kilka tysięcy na miesiąc i to przez kilka lat. Trochę wiary w siebie i da się zrobić…a może lepiej nie próbować?
Wiem, zdrowy rozsądek bywa tu dobrym doradcą. Lub jeszcze lepiej, warto znaleźć ten swój optymalny i bezpieczny punkt między pięknymi wizjami nowej energii, jaką przyniesie Ci nowe auto a zdrowym rozsądkiem, który czasem bywa ciut za mało ambitny. I ja taki punkt znalazłem i taką ofertę znalazłem przed rokiem. No to pojechałem do Krakowa i podpisałem umowę i wyjechałem prawie nową hybrydą. Auta nawet nie potrzebowałem oglądać przed podpisaniem i do tej pory jestem wdzięczny fajnemu gościowi, z którym nawet staliśmy się facebookowymi przyjaciółmi.
A teraz wracając do tu i teraz: co z mamą? Zaglądam na oferty i znajduje bach: Suzuki Baleno, bez odstępnego i 700 z groszami miesięcznie. Auto z 2019 i przebieg ledwie 25 tysięcy czyli prawie nowe. Granatowy kolor, dobrze że nie czarny. Sam nie znałem w ogóle takiego modelu auta, ale oglądam filmik na jego temat. Dwumetrowy pan się zmieścił na fotelu z tyłu, a za kierownicą uśmiechnął się, że silnik coś tam nawet zaryczeć potrafi. No jest to auto budżetowe, mało pali, ale za to nie na „och i ach”, absolutnie nie na letnie podrywy. Ale szukam auta dla mojej mamy, po prostu porządnego średniaka, któremu będzie mogła zaufać. Dla mamy i tak moje pomysły to kosmos, od czasu wyczekiwanego jeszcze w poprzednim systemie na zapisy malucha, miewała tylko auta wiekowe z ogromnymi przebiegami.
Ja czuję, że chcę pomóc, bo raz, że mamę kocham, dwa mam wizję, że będę inwestorem pomagającym fajnym ludziom rozwinąć skrzydła. A pomoc osobie, która dała nam Życie to przecież piękna karma i totalna podstawa. Ale muszę się z tym przejechać, poczuć na ile jestem gotów wziąć to sam na siebie, na ile tworzyć jakąś zrzutkową rodzinną „spółkę” z ograniczoną odpowiedzialnością.
Intuicja mi mówi, że choć mam tylko lekko zabrudzony tył to mam wybrać się do myjni na sąsiednią ulicę. Jest sobota, duży ruch, a ja uwielbiam myjnie i mogę cierpliwie czekać, bo polubiłem oglądanie, jak rodacy dopieszczają te swoje jak to mawiają na wschodzie „masziny”. Ile w tym miłości, ile w tym celebracji udanego i dostatniego Życia! Czasem sobie myślę, że jakbyśmy byli tak zaangażowani w całe swoje Życie tak jak jesteśmy w mycie swoich bryczek to w ogóle jaki to byłby piękny świat! Hej, byłby czy jest? Zamyśliłem się, a tu z drugiej strony do stanowiska do ręcznego mycia wjeżdża granatowe Baleno! No nie wierzę. Takie samo jak na ogłoszeniu!
Podchodzę do starszego pana, który zaraz sięgnie po moc zmieniania rzeczywistości zawartą w wodnym pistolecie. Nie hamuję swojego entuzjazmu, pieprzyć te społeczne dystansowanie. Pan też się cieszy. Auto ma od kilku miesięcy, chwali sobie, lubi. Otwiera mi kabinę, puka w plastik, „no wie pan, ludzie mówią, że no nie są to najlepsze plastiki”. Ale czy w Życiu musimy mieć najlepsze plastiki? Życzę koledze kierowcy by mu auto dobrze służyło, sięgam po swoją lancę, mam swój mini rytuał dopieszczenia swojej japonki na kółkach i jak tylko wyjeżdżam, dzwonię! Bo ja wierzę w znaki.
Auto dostępne? „Trochę tak, trochę nie”. Co to znaczy? We wtorek będzie wiadomo czy czyjś wniosek przejdzie. „Bo wie pan trochę ludzi dzwoniło, ja to bym chętnie tak z pięć wniosków do banku wysłała tak to by któryś przeszedł, ale tylko jeden naraz można wysłać!”. Tak jak niestety jedną tylko jedenastkę można wystawić na boisko, więc to musi być solidna jedenastka -jesteśmy przy samochodach, więc jakoś przyszły mi futbolowe porównania. I zapewniam panią, że jakby co to jestem solidny zawodnik, że na mnie to można postawić jak na Lewandowskiego, że pewnie w kolejnym meczu łupnie coś dla tego swojego Bayernu, przynajmniej jeden gol z karnego.
Ale odejdźmy od futbolu. Pani opowiada o tym, że jest pierwszym właścicielem, że “czekała na statek z Indii bo wie pan aż tam to montują”. I ja w skowronki, że to dobry znak, bo kocham Indie i z tej miłości nawet książkę o Indiach napisałem. „Ja też uwielbiam Indie, kuchnie, jogę, Bollywood, marzę by kiedyś tam pojechać”. No swój człowiek! Jeszcze ma na imię Bernardetta i jest z tego samego miasta, co jej imienniczka, moja miła koleżanka i dziennikarka tamtejszego radia. Same dobre znaki.
Po indyjsku spokojnie poczekamy. Będzie auto, nie będzie? Zostawiam wszechświatowi, a nawet po indyjsku Ganeszowi czy jak wolisz Ganeśy. Ja i tak jestem dla samego siebie zwycięzcą. Choćby dlatego, że wybrałem rzeczywistość, w której spokojnie mnie stać by fundnąć auto mamie. I mam piękną historii do nowej nowej książki, „Moc Miłości. Jak łagodnie transformować swój świat”, która wyjdzie najwcześniej w pięknym 2022 roku po tym jak na wiosnę 21-go wyjdzie już drukujące się „Życie na Lekko. O tym jak radośnie być sobą”. Pięknego dnia, też bądź zwycięzcą w swojej zabawie! 🙂 ❤