Skip links

Gdzieś przed tęczą

IMG_0825
Jadę sobie rowerem. Podążam za tęczą. Nie muszę jej gonić. Sama do mnie przyszła. Mówi do mnie bez słów. Wychodzi wprost znad najwyższych pięter. I dalej prowadzi mnie przez cały park, ponad ludźmi i rzeźbami. Ciekawe czy psy mogą zobaczyć tęczę? Albo wyczuć ją, choćby wywęszyć? Chyba nie. Zresztą nie wiem czy ludzie nawet ludzie zobaczą tęcze. Nieliczni zrobią zdjęcie i wrzucą na facebooka. Inni wyślą ją kochanej osobie MMSem. Ale czy każdy wyda chociaż z siebie te małą iskrę zachwytu „o tęcza”, nawet na sekundę, zanim pójdzie dalej? Podobnie mam z rzeką, jak przejeżdzam pociągiem czy autobusem nad rzeką nie mogę tak sobie dalej czytać, rozmawiać, myśleć, chcę uhonorować rzekę choć jendym spojrzeniem. Jak zdarza mi się o niej zapomnieć, czuję jakbym coś stracił. Ale teraz to nie rzeka, tylko tęcza mnie prowadzi. I jadę za nią. Szczęśliwie dolnym łukiem zdaje się dotykać mojego bloku. ale jeszcze go nie widzę. Jeszcze trzeba minąć cmentarz. Kurde, znów zamknięte bramy. Czemu bramy cmenatarza są otwarte tylko w niedziele i święta? Przecież on jest tak wielki i tak to by mi uprościło drogę do domu. Jechałbym na przestrzał jakąś zgrabną alejką między grobami. Czy to byłoby urazą dla zmarłych? Jestem pewien, że nie. Ja mam niezły deal z zaświatami. Świadomy. Oni pozwalają mi być jak tu jak nadłużej, dopóki mi się będzie chciało, po tej stronie, a potem do nich dołączę. Nie ma problemu. Hahaha. Po wielu latach oporu i zmagań zbliżam się do tego prostego hahaha. Być może te wszystkie Wielkie Sprawy Mojego Życia będą mieć dla mnie takie znaczenie za jakiś czas jak to co jadłem na obiad, dajmy na to w czwartek 12 czerwca.
_grob
Ale ciągle nie wiem, czemu mury otaczają cmenatarze. Przecież ci ludzie stracili już wszystko co do ostatniego atomu, jak więc ktoś mógłby ich okraść? A że ktoś skubnie jakieś kwiatka czy większego znicza? Trudno, ostatecznie samochody też czasem skubią, a parkingów tak się nie grodzi. Czuję, że usunięcie tych murów by zmniejszyło nasz lęk przed smiercią. Tymczasem tęcza dziś prowadzi mnie trójkątem obwodnicą królestwa umarłych. I dalej towarzyszy mi przez osiedle. ale nie widzę żadnego człowieka z głową w górze. Te małe pieski na mnie szczekają. Omijam kilka punktów z alkoholem, szczęśliwie troche pada i nikt nie stoi. Tęcza się zgadza bym ominął też jedyną na naszym osiedlu kawiarnię z lodami. Po co lody mają na mnie patrzeć, a ja na nie? Jestem dumny z siebie, że żyję już tydzień bez cukru. Bez cukru, bez miodu. Od paru lat bez alkoholu, od zawsze bez nikotyny, kofeiny… W ogóle bez wszystkiego, co szkodzi. Nawet szczęśliwie. Tylko z pewną dozą powracającego czasem znienacka jak deszcz smutku.
***
_osiolki
Docieram do domu. Koty witają mnie w drzwiach. I czuć kupę. Śpiewam im „życie nie tylko po to jest by srać” i sprzątam. Czas na kadzidło. Nie, nie chce mi się zapalać kadzidła. Kurde, zapach kupy to też zapach i jak chcę kochać świat w całości to i kocie kupy trzeba pokochać. Bo nie ma kochania świata wybiórczo, na takie numery nie nabierzesz Wielkiego Ducha, to tak, a to nie, tego tak, tamtego nie. Albo wszystko tak albo wszystko nie. Ma być pełna integracja. Ale to jest z głowy. Lecz tak naprawdę ten smród też jest głównie w głowie. Spuściłem je 5 minut temu z tym nowym super piaskiem który daje takie fajne bąbelki i teraz tylko już myślę. Dobra, rozumiem, czas na chrupki. Żyj dla innych. Z kotami włącznie. Ostatecznie koty przynajmniej dużo nie chcą. Trochę chrupek, czysta kuweta, woda, czasem mleko i pakiet pieszczot. Ale teraz czas na lodzika z malinami dla mnie. Produkcja domowa mojej ukochanej. Bez cukru. Ale najlepsza na świecie. I siadam przy komputerze z lodem. Sam. Ale w tym lodzie jest miłość. Och i to jaka!
 
***
_slon
Mój telefon odmówil mi posłuszeństwa. Ale teraz to już zupełnie. I sam się rządzi. Do jednych pozwala mi dzwonić, do innych nie. Skubany. Dzisiaj nawet taki zrobił numer, że jak rozmawiałem z Grażyną to zadzwonił mi na numer na który próbowałem oddzwonić jakiś czas wcześniej i nagle Grazyna zmieniła mi się w jakiegoś faceta. I nawet nie wiedziałem kto to i o co chodzi. Dziś też ktoś postanowił do mnie napisać ponad 10 sms-ów. I tak sobie pisze przez cały dzień. I nawet fajnie się to rozwija. Pytania, odpowiedzi, pytania. A ja milczę bo sms-ować już nie mogę. Ale czuję, że to wszystko ma sens. Milczę, ale jestem obecny, czytam wszystko. A ta osoba ma wyraźnie ważny dialog wewnętrzny i coś jej taki sms-owy monolog ze mną daje. Tylko wiem, że tak długo i ze wszystkimi nie da rady. Trzeba będzie kupić czy zorganizować telefon, który sprosta oczekiwaniom innych. No i burza zagnała mnie do galerii handlowej. Ale tych telefonów jest. Dużo i ładne są, choć wewnętrzny ekolog mówi by przeprosić się ze starym takim już prastarym sprzed nie wiem 3 czy 4 lat. Podobne ilości pikseli i megaherzów. Ale różne ceny i systemy. Głupio się przyznać, bo jakiś głos przeszłości mówi, że już szczególnie mężczyźnie nie wypada, ale najważniejszy jest dla mnie kolor. Taki zielony to od razu przyjemniejsze uczucia wzbudza niż jakieś czarne czy białe. Ale teraz tego jest za dużo. Po cichu marzę o świecie, gdzie jest jeden telefon, kolorowy, który nie odczuje tego, że wypadnie z mojej kieszeni, który nie przejmie się deszczem i gradem. No i by było łatwo dzwonić, smsować, ok no może mapę  i maila sprawdzić czy coś prostego w internecie. Wszystkich tych tysięcy aplikacji w ogóle nie potrzebuję. Tymczasem czuję jak te gadżety uzależniają. Jak cukier. Widzę jak się opieram temu by przenieśc się na taki stary model z klawiaturą z szafy. A najbardziej nie chce mi się przegladać kontaktow, notatek, tego wszystkiego co stracę zaraz wraz z przesiadką. I tak potem do tych kolejnych inkarnacji przechodzimy z niemal wyzerowaną pamięcia, a tu tak trudno mi puścić głupie zapiski, które chciałbyby uchodzić za wiersze i jakieś ciągi cyfr. Przecież jak mam się z kimś spotkać to i tak się spotkam choćby w malej wiosce w Indiach, ile razy już takie doświadczenia miałem.
 
***
_zyrafa
Dostałem wczoraj w prezencie dźwięk. Prosty dźwięk. Anielski dźwięk. Naprawdę genialny dźwięk. Już go podałem dalej. Bo kocham być w przepływie. dlatego też potrzebuje prowadzić bloga. I z tego powodu też trzeba będzie wreszcie wybrać jakiś nowy telefon. I dziś podzieliłem się dźwiękiem z grupą i takie piękne to było. Brzmieliśmy jak wielki zbiorowy archanioł. Czułem się jak końcówka jego skrzydła. I na koniec już po rozmowach, pani Danusia poprosiła o jeszcze jeden dźwięk zamykający, ale się ucieszyłem. Prosta rzecz, że ktoś chce jeszcze jeden dźwięk. I że to co przekazuje jest dobre.
 
***
Chciałbym napisać książkę
ale co raz głośniej
się pytam, cię pytam
książko, czy ty
chcesz bym
napisał
cię
ja?
 
***
 
Dźwięk będący wydechem
wszechogarniający
samowystarczalny
błogo-sławiony
ponad wszystkim
i poza niczym
czyste
ja?
IMG_0819
fot. Piotr Bielski, Puttaparthi, Indie 2014